#26. Zakupowa wishlista - Drogeria DM

W przyszłym tygodniu będę miała okazję po praz pierwszy osobiście odwiedzić osławioną już w blogosferze drogerię DM. Wybieramy się ze znajomymi świętować Oktoberfest do Monachium i już sprawdziłam na stronie sklepu, że całe miasto aż roi się od punktów DM co mnie niezmiernie ucieszyło. Na moją zgubę jeden jest zlokalizowany dosłownie 5 minut drogi od naszego hostelu. Jestem dobrze przygotowana póki co, dokupiłam do swojego lotu dodatkową walizkę (20kg) aczkolwiek z samymi zakupami przychodzę z pomocą do Was :-)

Największe rozeznanie mam w marce Balea. Dzięki uprzejmości koleżanek już miałam okazje korzystać z ich produktów do włosów jak i jednego żelu pod prysznic. Jak na produkty za €0.55/€0.65 spisują się rewelacyjnie. Chciałabym zaopatrzyć się w odżywki do włosów, które już miałam, ale również zakupić dodatkowych rzeczy jako, że nie będę miała na pewno szybko okazji żeby się osobiście wybrać do tego sklepu. Jeżeli przychodzą Wam do głowy jakieś hity, które możecie polecić w ciemno to każda sugestia jest bardzo mile widziana.

Na początek kilka już dawno upatrzonych rzeczy:

Wszystkie obrazy zapożyczone ze strony www.dm.de




#25. Zawartość ShinyBox'a Inspired by Charlize Mystery.

Hej!

Nigdy dotąd mnie nie interesował biznes z pudełkami typu GlossyBox czy ShinyBox. Zawsze uważałam, że jest to mocno naciągane, często są wysyłane proste rzeczy jak dezodorant, czy zwykłe mydło w kostce. Mimo wszystko, mam polubionego fanpejdża ShinyBox na facebooku więc doszła do mnie wiadomość o edycjach specjalnych, zainspirowanych przez znanych ludzi jak Ewa Chodakowska, Kasia Tusk czy bohaterka mojego boxa, Charlize Mystery (chociaż o niej przyznam szczerze nie słyszałam wcześniej) które były bardzo obiecujące i ciekawe. Bardzo chciałam dostać pudełko Kasi Tusk (ze względu na perfumy Mark Jacobs oraz peeling LoveMeGreen) ale zanim się zdecydowałam to niestety zostało wyprzedane. 

Na to pudełko zdecydowałam się przede wszystkim ze względu na krem BB Skin 79 oraz płyn micelarny Biodermy. Wartość tych dwóch produktów już przekraczała pieniądze jakie musiałam zapłacić za pudełko z przesyłką więc reszta produktów była dla mnie miłym bonusem. 

Za całość zapłaciłam 69,90 zł wraz z przesyłką (kurier) i paczka była u rodziców dwa dni po zamówieniu. Ja ją odebrałam dopiero nie dawno, ale już zdążyłam wypróbować kilka rzeczy.



 Całość prezentuje się następująco:
(oprócz jednego żelu do twarzy, który na czas sesji siedział zapomniany w łazience)




#24. Zakupy w Bath and Body Works


Witam Was bardzo serdecznie po jak zwykle dłuższej nieobecności. Tym razem bez dłuższych wstępów przejdę do sedna sprawy.


Już dawno kusiła mnie marka Bath & Body Works, zarówno na blogach, vlogach jak i u moich znajomych. Niestety w całym UK nie ma żadnego stacjonarnego sklepu a ceny na eBayu są kosmiczne. Byłam bardzo ciekawa zważywszy na to, że ceny w sklepie w Polsce są również bardzo wygórowane. Nie wiedziałam o co tyle szumu przy okazji żelu pod prysznic za 49 złotych (bez promocji) Całkiem niedawno znajoma z pracy wybierała się do Nowego Jorku i postanowiłam poprosić ją o małe zakupy. Wysłała mi wiadomość jak tylko weszła do sklepu już po przylocie, że trwa promocja 1+1 (kup jeden, weź drugi za darmo oraz kup 3 i weź 3 za darmo) Poprosiłam ją o żel pod prysznic Sweet Pea (plus mgiełka do ciała) i jakiekolwiek inne produkty, które będzie w stanie zmieścić w bagażu wracając do domu. Nie pytałam w ogóle o ceny bo wszystko przez różnicę czasową odbywało się przez sporadyczne wiadomości. Za cały zestaw, który widzicie powyżej (po przeliczeniu z dolarów) zapłaciłam jej... 12 funtów! Nie mogłam uwierzyć, że ceny w B&BW w USA są aż tak niskie. To znaczy, chodzi mi o to, że po przeliczeniu na złotówki wychodzi taniej niż w  stacjonarnym sklepie w Polsce. 

A co dokładnie do mnie przyleciało i jakie są moje pierwsze wrażenia już w skrócie poniżej:


Sweet Pea - Zdecydowałam się na żel (295ml) oraz mgiełkę do ciała (236ml) - oczywiście pierwsza reakcja to było wielkie zdziwienie dlaczego te pojemności są takie śmieszne i nierówne. Domyślam się, że to przez inne wartości amerykańskich pojemności (Oz itp) ale cieszy mnie to bo bałam się, że ten żel miał tylko 250 ml, ale okazało się że jest więcej. Mgiełki też jest dużo więcej niż się spodziewałam. Jedyne rozczarowanie przeżyłam kiedy zorientowałam się, że mgiełki z B&BW są w plastikowych opakowaniach. Zawsze miałam wrażenia na zdjęciach, że te butle są szklane. Pewnie to lepiej bo są lżejsze. Zapach Sweet Pea jest cudownym, słodkim i owocowym zapachem. W nucie zapachowej jest kombinacja (oprócz słodkiego groszku) gruszki, maliny, frezji oraz piżma. 

Żel pod prysznic zawiera masło Shea, witaminę E oraz aloes więc producent obiecuje gładką skórę oraz długo unoszący się zapach. Cena regularna w Stanach to $12.50. Nie mogłam się powstrzymać i pomimo wielkiego zapasu innych produktów do mycia ciała, otworzyłam od razu. Faktycznie skóra jest po nim miła w dotyku i kąpiel z nim to sama przyjemność. Zostawia miły zapach, ale na dość krótko.

 Mgiełka z kolei trzyma się na ciele/ubraniach dużo dłużej, ale jest to mało wyczuwalny zapach. Była doskonała na upały w Polsce podczas mojego urlopu. Cena regularna w Stanach to $14.




Mgiełki American Apple oraz Beautiful Day o dokładnie tej samej pojemności co Sweet Pea (236ml) Beautiful Day jest podobnie jak Sweet Pea z ich Signature Collection, zapachy kultowe już i są w sprzedaży cały czas. Główną nutą zapachową tutaj jest jabłko i gruszka zaraz obok peoni, lilii oraz lekko wyczuwalna brzoskwinia. Tą akurat obiecałam znajomej więc dużo jej nie użwam. American Apple natomiast jest to najbardziej słodki zapach z całej trójki. Bardzo, ale to bardzo długo utrzymuje się na przykład na mojej apaszce. Jest to edycja limitowana, wydana przy okazji tegorocznego amerykańskiego święta 4th of July (Święto Czwartego Lipca - rocznica podpisania konstytucji - przyp) Chciałam poszukać jakiś informacji na oficjalnej stronie internetowej (USA) ale okazało się, że ta linia jest już wycofana ze sprzedaży. Nie mam pojęcia czy była dostępna w Polsce. Bardzo żałuję, że nie poprosiłam koleżanki o kupienie mi jeszcze świeczki i lotion'u z tej serii - pachnie obłędnie! Jak można się spodziewać po nazwie, główne skrzypce w zapachu gra słodkie czerwone jabłko, ale jest tez gruszka i white oak (nie wiem, czy można to przetłumaczyć na biały dąb?) Jest to bardzo wesoły zapach, idealna na szybkie spacery, luźne spotkanie ze znajomymi czy wypad za miasto dla relaksu. Obawiam się tylko, że jest to dla mnie zapach na lato. W zimie sięgam po mniej słodkie warianty, ale w takim razie będzie czekał na swoją kolej podczas lata 2016 :)

Miałyście może, któryś z tych produktów? Jak odbieracie markę Bath&Body Works?

 Pozdrawiam, Monika