#22. The Body Shop - Virgin Mohito



Witam Was bardzo serdecznie!

Dzisiaj chciałam przelać moją miłość do najnowszej kolekcji The Body Shop na bloga. W piątek zaglądnęłam z ciekawości do TBS ponieważ mam voucher na -35% (dla mieszkających w UK - aplikacja Vouchers.co.uk jest bardzo przydatna jeżeli chodzi o TBS oraz Dorothy Perkins, często można tam dostać zniżki korzystając właśnie z tej aplikacji) Od razu przy wejściu moim oczom ukazała się piękna wystawa z nową kolekcją Virgin Mohito. Ohh, co to jest za zapach! 

Nazwa nie jest wcale przekłamana, faktycznie produkty mają super świeży i wyrazisty zapach imitujący prawdziwe mohito. Nie ma w nim żadnej nuty sztuczności czy chemii. 'Pomiziałam' się masłem do ciała po dłoni i zapach utrzymał się przynajmniej przez 1.5 godziny (później umyłam ręce więc nie mogę powiedzieć jak długo by pozostał)

Kolekcja dostępna jest już w sklepach stacjonarnych, a on-line pojawi się już 2 czerwca. Na angielskiej stronie www można już dostać zestaw upominkowy, tutaj.

A jak to wygląda w praktyce? Zrobiłam kilka zdjęć z ukrycia, gdyż nie wiedziałam jaka jest polityka sklepu co do szalonych blogerek robiących zdjęcia do swoich postów :-)



#21. Trzeci projekt denko.





Kiedy przez ostatnie dni zauważyłam, że cały czas potykam się w pokoju o puste opakowania postanowiłam wziąć się w garść i opisać moje zużycia ostatnich miesięcy. Tak jak pisałam kiedyś, nie chcę robić tego co miesiąc bo czasami denkowanie nie idzie mi tak dobrze jakbym chciała i dlatego wolę zrobić jeden post na jakiś czas, ale za to porządny ;-) Dużo produktów się powtarza z ostatnich takich projektów, które możecie zobaczyć tutaj i tutaj. A teraz zapraszam do do przebrnięcia razem ze mną przez kilka bubli, miłych niespodzianek, ulubieńców i króciutkich recenzji.


#20. Kosmetyczne zakupy - Marzec & Kwiecień 2015



Witam Was bardzo serdecznie!

Niedzielny poranek przyniósł mi nieprzyjemne choróbsko, ale mam na tyle sił, żeby naskrobać post. Chwaliłam się w ostatnim poście, że nie zużywanie zapasów kosmetycznych idzie mi bardzo dobrze, a zakupy w drogeriach ograniczają się do minimum. Dzisiaj chciałam właśnie pokazać Wam to moje minimum :) Trochę się nazbierało, ale jak na dwa miesiące to myślę, że nie jest źle. Zapraszam serdecznie do lektury.


Na pierwszy rzut pójdą moje niezbędniki (oprócz żelu VS)

Szampon dodający objętości L'oreal Elvive Fibrology, którego zużyłam już chyba 3 opakowania, mam dziwne szczęści do znajdywania dużej butli (400 ml) na promocji w Boot's. Nie jest to produkt roku, ale jest coś w tym szamponie co uwielbiam i do czego często wracam. Jest to na pewno zapach, ale i nie tylko. Czy któraś z Was miała okazję go stosować? 
Dezodorant Nivea Invisible jest moim zdecydowanym numerem jeden wśród antyperspirantów, piękny zapach i dobra ochrona przed potem, nie chcę nic więcej! Często pojawia się w denku, jak można się łatwo domyśleć.
O kremie do twarzy Effaclar H z LaRoche-Posay rozpisywałam się w poście na temat pielęgnacji twarzy więc mogę Was spokojnie odesłać tutaj.
Puder Creme Puff z Maxfactor owszem ma bardzo specyficzny i dość mocny zapach jak na puder, ale jest to mój największy sprzymierzeniec z walką z wszelkimi niedoskonałościami skóry. Jest to już trzecie opakowanie pod rząd.
Pianka dodająca objętości L'oreal, którą miałam też już kilka razy i jestem pewna, że wspomniałam o niej przy okazji któregoś denka. Spełnia swoje zadanie i jest w bardzo przystępnej cenie.
Żel do mycia z Victoria's Secret o zapachu Passion Struck, który był prezentem urodzinowym ode mnie... dla mnie :) Nie miałam jeszcze okazji próbować, więc niewiele o nim mogę napisać tu i teraz.


Odżywka do włosów Ultimate Blends z Garnier 'Miodowe Skarby' również dorwana z drogerii Boot's na promocji. Zużywałam już pól opakowania i póki co zauważyłam, że nie wyróżnia się niczym tylko ceną :)
Jako, że piankę L'oreal, którą opisywałam powyżej kupiłam w marcu i już jest na wykończeniu, skusiłam się na Shockwaves z Wella, nie próbowałam jeszcze więc nie mogę napisać o niej nic więcej.
Kolejny dezodorant Nivea :)
Niezawodny zmywacz do paznokci z Lidla, który bardzo lubię za pompkę. Nie kupowałam już go dość długo więc mam nadzieje, że nic się nie zmieniło i wciąż jest taki dobry.




Dzięki uprzejmości mojej znajomej, która mieszka w Essen (Niemcy) zrobiłam swoje drugie zakupy w drogerii DM! Czekałam na paczkę z wielką niecierpliwością i tak oto mam swoją ukochaną odżywkę z z olejkiem Balea Professional (ta czarna) - dostałam ją pod choinkę w 2013 od koleżanki i od tamtej pory aż do teraz polowałam na kolejne opakowanie. Do tego chciałam wziąć odżywkę z mango i aloesem, którą też miałam okazję kiedyś próbować, ale zostałam wycofana przez DM ze sprzedaży. Zamiast tego wybrałam brzoskwinię + kokos (ta niebieska) - to ona właśnie zastąpiła mango i aloes - zobaczymy czy jest również tak dobra jak poprzedniczka. Chciałam jeszcze wypróbować odżywkę Frangipani + Perły, na zdjęciu ta z różową końcówka (nie jestem na tyle elokwentna, żeby przetłumaczyć na język polski pierwszą cześć nazwy) Już od dawna chciałam również wypróbować jeden z wielu żeli pod prysznic Balea. Zdecydowałam się na ten z marakują - dam znać czy było warto! Aha, więcej o zmianach w Balea'owych odżywkach możecie poczytać na blogu u Magdy.


Na sam koniec zakup z eBay - za powyższy (nowy!) zestaw Soap&Glory zapłaciłam całe 9 funtów z przesyłką. Dla porównania to środkowe mleczko do ciała jest dostępne stacjonarnie za około 8 funtów. Do tego, w skład zestawu wchodzi jeszcze krem do rąk (po lewej) i do stóp (po prawej). Ten krem do stóp już zachwalałam raz w ulubieńcach lata - zapraszam tutaj po więcej info.

Ok, przebrnęłam przez wszystko. Miałyście okazję próbować, któryś z tych produktów? Jaka jest wasza opinia?

Życzę Wam miłego popołudnia/wieczora a ja uciekam do kina na Child 44 ('System')

xxx

#19. Wiosenny wystrój mojego pokoju - Primark.

Witam Was po (jak zwykle) dłuższej nieobecności. 

Dzisiaj chciałam Wam pokazać moje skromne zdobycze ostatnich dwóch miesięcy. Jestem z siebie bardzo dumna, gdyż po zakupach w Polsce (więcej szczegółów tutaj) zorientowałam się, że mam wszystkiego w nadmiarze i potrzebuję trochę przyhamować z zakupami. Dlatego też w marcu i kwietniu omijałam wszystkie drogerie szerokim łukiem, a ubrania tylko kupowałam w charity shops (coś na zasadzie polskich ciucholandów) i muszę przyznać, że jestem z siebie dumna. Pod koniec maja planuję zacząć kurs tłumacza, w sierpniu spędzam tydzień w Polsce, a w październiku wybieram się na Oktoberfest do Monachium więc mam teraz wielką potrzebę oszczędzania i muszę się przyznać, że wpadłam ostatnio w manię 'minimalizmu' i namiętnie czytam blogi poświęcone temu tematowi. Nie jestem oczywiście żadnym ekspertem, ale cieszę się że dowiedziałam się o tej idei.

Wraz z pierwszymi dniami wiosny, zdecydowałam się trochę urozmaicić wystrój mojego pokoju i wiosenna kolekcja Primark bardzo mi w tym pomogła. Wprowadzili naprawdę piękne rzeczy wiosnenno-letnie, że nie mogłam się zdecydować co wziąć. Ceny również były przystępne więc tu akurat zaszalałam. Nie żałowałam tego nawet przez ułamek sekundy, gdyż po tej małe zmianie wszystko wygląda weselej, a ja czuję prawdziwą wiosnę w powietrzu.



Poniższy koc jest zdecydowanie moim faworytem wśród tego haul'u. Jest bardzo duży i szeroki, zrobiony z polarowego materiału i kosztował tylko 6 funtów! Bardzo dobrze sprawdzał się podczas ostatnich zimnych wieczorów - mogę potwierdzić, że jest bardzo bardzo ciepły! 


 Już od dawna brakowało mi jakiś pojemników / pudełek do trzymania wszystkich mniejszych kosmetyków oraz moich szpargałek. Zestaw tych dwoch koszyków kosztował 8 funtów i wygląda bardzo estetycznie. Wreszcie nic mi się nie 'wala' po pokoju.



 Poduszka z napisem 'Chill' dorwana zaraz przy wejściu do działu HOME. Kosztowała tylko 4 funty i pomimo, że w sypialni spełnia tylko i wyłącznie funkcje ozdobną, nie żałuję jej zakupu wcale ;-)


 

















Na ostatni rzut zostawiłam przecudny, kwiatowy kosz na rzeczy do prania za całe 3 funty! Swoim wyglądem i kolorystyką bardzo urozmaica mój pokój i jak na Primark jest bardzo dobrej jakości.



A oto efekt końcowy ;-) Dużo przyjemniej jest wracać się z pracy/wyjazdu do mieszkania, które jest urządzone we własnym guście i w moim przypadku, od czasu do czasu z nowymi elementami.



Czy Was też ogarnęła mania wiosennego odświeżania pokoju, czy to tylko ja? Dziewczyny mieszkając za granicą z dostępem do Primark'a, czy Wam również podeszła ta kolekcja do gustu? Mam nadzieję, że nie jestem jedyna!

Miłego poniedziałku! 
(Dla Polek miłej pracy/szkoły, a dla bloggerek z Wysp: May the 4th be with you!)